logo

Współcześni sportowcy to słabeusze

Osiągnięcia starożytnych sportowców zadziwiają. Tak modne teraz ćwiczenia za pomocą ciężaru własnego ciała wtedy były normą, a stosowanie zbilansowanej diety bynajmniej nie jest wynalazkiem współczesnych instruktorów.

Co więcej, afera w Katarze jest niczym przy przekrętach sportowych przed wiekami. A było ich trochę.

"Dyskobol" dłuta Myrona
fot. http://en.wikipedia.org/wiki/Ancient_Olympic_Games

Hafpór Júlíus Björnsson heros z gry o tron  pobił właśnie rekord świata. Podniósł bal drewna ważący 640 kg.  Okazuje się jednak, że nie ma się czym chwalić . To "cienias" przy takim Milonie z Kretony, który 500 lat przed naszą erą przeniósł rocznego byka przez stadion. Roczny byczek waży ponad pół tony.

Z kolei na głazie w Olimpii wyryto napis: "Bybon, syn Phola, podniósł mnie jedną ręką ponad głowę". Kamień waży 143 kg.

Dopiero w latach 80. ubiegłego wieku rzuty oszczepników zbliżyły się do granicy stu metrów, tymczasem ponad dwa tysiące lat wcześniej niejaki Kimon rzucał na odległość 94 metrów. Chociaż trzeba sprawiedliwie dodać, że greccy oszczepnicy rzucali inną techniką niż obecni sportowcy.

Jednak osiągnięcia starożytnych olimpijczyków były tak nieprawdopodobne, że współcześni badacze kwestionują ich niektóre sukcesy. Chionis z Lakonii miał  osiągnąć wynik 16,5 metra w skoku w dal. To nie do pojęcia.

- Taki wynik przeczy prawom fizyki. Myślę, że to suma trzech skoków - komentuje Dariusz Słapek z Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie, znawca starożytnego sportu, ale i miłośnik współczesnego.

Obecny rekord świata w skoku w dal to  8,95 m należący do Mikea Powella też wydaje się przeczyć prawom fizyki, a przynajmniej ludzkim możliwościom.

Skąd te niezwykłe osiągnięcia antycznych sportowców? Przed bitwą pod Termopilami patrol Persów dojrzał oddział Spartan. Słynni wojownicy spokojnie czekali na przeciwnika i ćwiczyli. Starożytni opracowali cały zestaw treningowy. Ujęli go w dwóch słowach "kallos sthenos", czyli piękno i siła.

Stąd już bliżej nam znana nazwa "kalistenika". Paul Wade w swojej książce "Skazany na trening. Więzienna zaprawa" upatruje sukcesów starożytnych sportowców w ćwiczeniach nie z dużymi ciężarami, ale treningu masą własnego ciała. Właśnie w swojej książce Wade nawołuje: "Śmierć fitnessowi!"

- Kalistenika dalej pozostała formą treningów ciężarem własnego ciała. Pojawiły się może dodatkowe elementy gimnastyczne, czasem z obciążeniem.

Ćwiczenia greckie przejęli także Rzymianie, oczywiście nieliczni, przeważnie byli to Gladiatorzy za to wielbieni przez kobiety imperium

W Grecji  wśród sportowych zmagań na cześć bogów nie mogło zabraknąć tych poświeconych Posejdonowi, bogowi morza. Słynne były igrzyska istmijskie w pobliżu Koryntu. Nagrodą był wieniec z gałązek selera, czyli prawie jak stypendia sportowe w Polsce dla młodych sportowców. Wśród rozgrywanych dyscyplin były regaty.

Ateny również nie mogły obyć się bez wyścigu łodzi. Potęga tego miasta wyrosła w końcu na handlu morskim. Ówczesne statki pokonywały fale dzięki sile galerników. To ich umiejętnościom i taktyce grecka flota zawdzięcza zwycięstwo pod Salaminą. Zapewnili szybkość i zwrotność małym galerom, które dziurawiły taranem większe, oceaniczne statki perskie, a właściwie fenickie.

Regaty dość późno weszły w skład dyscyplin greckich zmagań. Pierwsze igrzyska olimpijskie w 776 r p.n.e. trwały jeden dzień. Sportowcy rywalizowali w bieganiu. Grecy rozróżniali kilka rodzajów biegu, chociażby w rynsztunku bojowym czy na krótki dystans. Ciekawe, jak poradziłaby sobie na antycznej bieżni ikona współczesnej lekkoatletyki, czyli Usain Bolt.

Na zachowanej greckiej wazie antyczni biegacze posiadają ogromne mięśnie ud. Przy nich Bolt ze swoimi nogami wyglądałby raczej jak kenijski długodystansowiec.

Starożytny goniec, który spod Maratonu przybiegł do Aten z wieścią o zwycięstwie nad Persami, pokonał trochę mniejszy dystans ok. 37 km.

W cieniu tego wyczynu pozostaje osiągnięcie kilku tysięcy kumpli maratończyka, którzy po morderczej bitwie maszerują, a może bardziej przebiegają w pobliże Aten. Zdaniem niektórych antycznych pisarzy o brzasku cała armia już wyczekuje na brzegu morza okrętów z armią Persów.

Przejść 40 kilometrów z ponad 30-kilogramowym rynsztunkiem hoplity, (greckiego wojownika ubranego w pancerz, hełm, włócznie i tarczę, nie rzadko metalową) to dopiero morderczy spacer. I w dodatku rano być gotowym do kolejnego starcia. Nawet najsłynniejsi greccy wojownicy, czyli trenujący całe życie Spartanie, byli zdziwieni wyczynem garncarzy i filozofów. Na bitwę pod Maratonem Spartanie spóźnili się, chyba nie do końca przypadkiem.

Wyczyny greckich biegaczy inspirują. Co roku tysiące współczesnych śmiałków usiłuje pójść w ślady Filippidesa. Ten antyczny biegacz pokonał w ciągu niecałych dwóch dni 250 km z Aten do Sparty, stąd Spartathlon.

- Jedenaście razy próbowałem pokonać ten dystans i w końcu dopnę swego. Filippides samotnie przebiegł trasę bez całej tej otoczki serwisu, jaki towarzyszy obecnym uczestnikom Spartathalonu. Tak jak ten pierwszy Grek, zamierzam bez wsparcia pokonać ten dystans - zapowiada Ryszard Kałaczyński, biegacz, rolnik, który bez fleszy i kamer bije właśnie rekord Guinessa, w ciągu roku codziennie musi pokonać dystans maratonu. W chwili pisania tego tekstu biegł już 188 razy.

oryginał tu :http://ciekawe.onet.pl/historia/wspolczesni-sportowcy-to-slabeusze,1,5667097,artykul.html


Ocena: 307 126
Głosów: 433
1831 odsłon
Brak komentarzy

antydotum@optonline.net