logo

Trochę ilustracji

 

Arthur Stanley Eddington (1882-1944)

Albert Einstein

Albert Einstein

Arthur Stanley Eddington

 

Charles Nordmann

Jules Henri Poincare

Hendrik Antoon Lorentz

Max Bom

Isaak Newton

Olintow De Pretto

Samuel Tolver Preston

 

 

James Clerk

 

Joseph Larmor

 

Robert Brown

 

Charles Lane Poor

 

 

 

Stephen Hawking

 

Albert Michelson i Einstein

 

i w końcu okazuje się że Albert Einstein był aktywistą syjonistycznej organizacji "Zionistów".To po części tłumaczy dlaczego tak mocno był lansowany przez środowiska zionistyczne

 

 

Delegacja zionistów w New York

 

ALBERT EINSTEIN - plagiator.

WPROWADZENIE

Nauka ma ze względu na swoją naturę charakter zaściankowy. Chemicy czytają i piszą w zasadzie tylko o chemii, biolodzy o biologii, zaś fizycy o fizyce. I wszyscy konkurują zazwyczaj o tego samego dolara na badania (oczywiście w szerokim tego słowa znaczeniu).

To oznacza, że chcąc uzyskać dla siebie więcej pieniędzy, mogą postępować nieuczciwie, aby przekonać sponsorów, że to ich dziedzina wiedzy jest ważniejsza od wszystkich innych. Jeśli sponsorzy dadzą się przekonać, może to oznaczać kłopoty dla innych gałęzi nauki. Jednym ze sposobów takiego postępowania jest stworzenie superbohatera, takiego jak na przykład Einstein.

Pozycja Einsteina jest produktem ubocznym działań środowiska fizyków, jego zwolenników i mediów. Każda z tych grup odnosi ogromne korzyści z wyniesienia Einsteina na ołtarze. Fizycy otrzymują miliardy dolarów na badania, zwolennicy Einsteina są przyzwoicie nagradzani, a korporacyjne media, takie jak magazyn Time, sprzedają miliony egzemplarzy swoich pism w wyniku umieszczenia na okładce wizerunku Einsteina jako "Człowieka Stulecia".

Kiedy wybuchnie skandal, środowisko fizyków, poplecznicy Einsteina i media będą starać się zbagatelizować niekorzystne wiadomości i nadać im pozytywny wydźwięk. Ich niecne praktyki zostaną jednak obnażone, kiedy praca Einsteina "O Elektrodynamice Ciał w Ruchu" zostanie oceniona, tak jak na to zasługuje - jako doskonały plagiat XX wieku.


Jak się okazuje, Einstein splagiatował wyniki prac wielu znanych naukowców, tworząc w roku 1905 swoją szczególną teorię względności.


Orędownicy Einsteina działali i działają w sposób zniekształcający prawdę historyczną. Okrzyczany przez magazyn Time "Człowiekiem Stulecia" Albert Einstein (1879-1955) opublikował w roku 1905 długi traktat na temat szczególnej teorii względności (jej rzeczywisty tytuł brzmiał "O Elektrodynamice Ciał w Ruchu") nie podając żadnych odsyłaczy.

Wiele przedstawionych w nim poglądów było znanych Lorentzowi (chociażby transformacja Lorentza - Hendrik Antoon Lorentz) i Poincare'owi (Henri Poincaré), zanim jeszcze Einstein napisał swój słynny traktat.

Charakterystyczne dla Einsteina było to, że nie odkrywał teorii, ale po prostu je zawłaszczał. Wybrał z istniejącego zasobu wiedzy to, co mu się najbardziej podobało, a następnie wplótł do opowieści będącej jego wkładem w teorię względności. Wszystko to odbyło się przy pełnej wiedzy i zgodzie ludzi z jego środowiska jak na przykład jego wydawcy z "Annalen der Physik" (Annały Fizyki).

Najbardziej charakterystycznym równaniem wszystkich czasów jest słynne E=mc2. Zwyczajowo jest ono przypisywane wyłącznie Albertowi Einsteinowi (1905), jednak konwersja materii w energię i energii w materię była znana już Isaacowi Newtonowi ("Ciała stałe i światło są nawzajem wymienne..."; 1704).

To równanie można też przypisać S. Tolverowi Prestonowi (1875), Julesowi Poincare'owi  i Olintowi De Pretto (1904) - wszyscy przed Einsteinem. Ponieważ Einstein nigdy poprawnie nie wyprowadził równania E=mc2 (Ives, 1952), wydaje się, że nie ma niczego, co by łączyło je z czymkolwiek będącym autorstwa Einsteina.

Selektywna prezentacja danych z zaćmienia Słońca w roku 1919 dokonana przez Arthura Eddingtona, która miała rzekomo stanowić dowód słuszności ogólnej teorii względności "Einsteina", jest z pewnością jedną z największych naukowych mistyfikacji XX wieku. Eddington był znacznie bardziej zainteresowany pasowaniem Einsteina na króla wszechnauk, niż chęcią sprawdzenia jego teorii.

Społeczność fizyków, przypuszczalnie bezwiednie, zaangażowała się w pewien rodzaj oszustwa i cichego spisku, przyjmując postawę biernych gapiów przyglądających się owej hiperinflacji danych i wzrostu reputacji Einsteina. To milczenie było z korzyścią dla wszystkich jego popleczników.

SZCZEGÓLNA TEORIA WZGLĘDNOŚCI

Jules Henri Poincare (1854-1912) był wielkim naukowcem, który wniósł duży wkład do szczególnej teorii względności. Intemetowa Encyklopedia Filozofii podaje, że Poincare:

1."nakreślił wstępną wersję szczególnej teorii względności";

2." stwierdził, że światło ma prędkość skończoną" (w pracy opublikowanej w roku
1904 w 28 numerze Buli. ofSci. Math. Poincare podkreśla: "...cała nowa   
mechanika, kiedy wzrost bezwładności przy prędkości światła stanie się granicą,
której nie będzie można przekroczyć");

3. sugerował, że "masa zależy od prędkości";

4. sformułował zasadę względności, zgodnie z którą żaden mechaniczny lub
elektromagnetyczny eksperyment nie jest w stanie odróżnić stanu spoczynku od
stanu ruchu jednostajnego";

 5."wyprowadził transformację Lorentza".

Keswani (1965) był zmuszony oświadczyć: "Już w roku 1895 innowator Poincare przypuszczał, że jest niemożliwe określenie absolutnego ruchu". W roku 1900 przedstawił on zasadę względności ruchu, którą nazwał później w swojej opublikowanej w roku 1902 książce Science and Hypothesis (Nauka i hipotezy) prawem względności i zasadą względności".

Poza zarysem wstępnej wersji teorii względności Poincare dostarczył najistotniejszą część całego konceptu - sposób traktowania czasu lokalnego. Od niego również pochodzi pomysł synchronizacji zegarów, który jest kluczowy dla szczególnej teorii względności.

Charles Nordman pisał: "Okaże się, że większość rzeczy przypisywanych obecnie Einsteinowi opracował w rzeczywistości Poincare" ..

"według relatywistów pomiarowe pręty są tym, co tworzy przestrzeń, zaś zegary tym, co tworzy czas. Wszystko to było znane Poincareowi i innym na długo przed Einsteinem i przypisywanie ich odkrycia temu ostatniemu jest niesprawiedliwością".

Max Bom w Physics in My Generation (Fizyka mojego pokolenia) napisał: "Odnosi się wrażenie zupełnie nowego pomysłu, ale, jak już próbowałem wyjaśnić, to wcale nie jest prawdą" (Bom, 1956).

G. Burniston Brown (1967) pisze: "Wynika z tego, wbrew powszechnej opinii, że Einstein odegrał tylko podrzędną rolę w wyprowadzeniu użytecznych wzorów ograniczonej lub szczególnej teorii względności, przy czym Whittaker nazywał tę teorię teorią Poincare'a i Lorentza..."

W publicznym wystąpieniu we wrześniu 1904 roku Pointcarć wygłosił kilka istotnych uwag na temat szczególnej teorii względności. "Wszystkie te wyniki, jeśli zostaną potwierdzone, oznaczają powstanie zupełnie nowej mechaniki... której charakterystyczną cechą byłoby przede wszystkim to, że nie ma prędkości większej od tej, którą ma światło... ponieważ ciała przeciwstawiłyby się rosnącej bezwładności wynikającej z przyczyn, które będą miały tendencję do przyspieszania ich ruchu, i bezwładność ta urosłaby do nieskończoności przy osiągnięciu prędkości światła... Tym bardziej dla obserwatora niesionego w ruchu postępowym - on nie spodziewa się, by jakakolwiek pozorna prędkość mogła przewyższyć prędkość światła, co byłoby sprzecznością, jeśli przypomnimy sobie, że ten obserwator nie używałby tych samych zegarów, co obserwator pozostający w spoczynku, ale zegarów mierzących w rzeczywistości ". (Poincare, 1905)


EINSTEIN PLAGIATOR

Nadszedł czas, aby powiedzieć wprost, kim był Einstein. Był plagiatorem. Był pozbawiony skrupułów i kradł prace innych, podając je jako własne. To, że czynił to rozmyślnie, wydaje się oczywiste. ,

Czyż nie należało się  spodziewać trochę większych standardów ze strony wydawcy, któremu przedstawiono długi elaborat, którego autor nie miał ustalonej pozycji? Najwyraźniej zawiodła kontrola jakości, gdy Annalen der Physik kierował tę pracę do publikacji.

Wytrawniejsi wydawcy odrzuciliby taką pracę, nawet jej nie czytając. Jako minimum, należałoby się spodziewać, że wydawca przejrzy literaturę, aby sprawdzić, czy roszczenia Einsteina do pierwszeństwa są uzasadnione.

Max Bom stwierdził: "Uderzające jest to, że ta praca nie zawiera ani jednego przypisu do wcześniejszej literatury" (Bom, 1956). Wyraźnie uwypukla fakt, że brak przypisów jest sprawą nienormalną oraz że nawet jak na standardy początku XX wieku było to bardzo dziwne, wręcz nieprofesjonalne.

Einstein kręcił i gmatwał wszystko, aby uniknąć oskarżeń o plagiat, lecz jego krętactwa były ewidentne. MacKaye stwierdził: "Wyjaśnienie Einsteina jest wielowymiarowym upostaciowieniem poglądu Lorentza"... Tak więc teoria Einsteina nie jest zaprzeczeniem bądź alternatywą tej, którą przedstawił Lorentz. To tylko duplikat lub przebranie jej w inne szaty...

Poincare napisał 30 książek i ponad 500 prac z dziedziny filozofii, matematyki i fizyki. Einstein pisał prace matematyczne, fizyczne i filozoficzne i jednocześnie utrzymywał, że wkład Poincare'a do fizyki był mu nieznany.

Mimo to wiele pomysłów Poincare'a - na przykład to, że prędkość światła jest górną granicą oraz że masa wzrasta wraz z prędkością - zostało wplecionych w pracę Einsteina "O Elektrodynamice Ciał w Ruchu" bez podania odnośników, skąd pochodzą.

Kradzież koncepcji zawartych w dziełach Lorentza i Poincare'a, której dopuścił się Einstein, aby umieścić je w swojej pracy, podniosła poprzeczkę plagiatorstwa na wyższy poziom. W dobie współczesnej przy tak rozwiniętym przepływie informacji, tego rodzaju plagiat nie przeszedłby łatwo, tym niemniej środowisko fizyków wciąż nie kwapi się do skorygowania tej historii.

W swojej pracy z roku 1907 Einstein przedstawił własny pogląd na plagiatorstwo, stwierdzając: "Wydaje mi się, że natura biznesu polega na tym, że to, co następuje, było już kiedyś częściowo rozwiązane przez innych. Jednakże, z uwagi na fakt, że to, o co tu idzie, jest przedstawiane z nowego punktu widzenia, uważam się upoważniony do zaniechania pedantycznych badań literatury..."

Inaczej mówiąc, Einstein uważa, że plagiat, jeśli się go odpowiednio opakuje, stanowi akceptowalne narzędzie badawcze. Powołanie się na innych autorów wiąże się z dwoma zagadnieniami: wyczuciem chwili i stosownością.  Tak więc powiedzenie światu 30 lat po fakcie, że Lorentz dostarczył podstaw do szczególnej teorii względności, jest nietaktem i w żadnym wypadku nie oznacza powołania się na innych autorów.

Prawdziwa natura plagiatorstwa Einsteina ujawnia się wyraźnie w jego pracy z roku 1935 zatytułowanej "Elementary Derivation ofthe Equivalence ofMass and Energy" ("Podstawowe wyprowadzenie równoważności masy i energii"), w której polemizując z Maxwellem napisał: "Problem niezależności tych związków ma charakter naturalny ze względu na transformację Lorentza stanowiącą prawdziwą podstawę szczególnej teorii względności ".

Tak więc Einstein sam przyznał, że transformacja Lorentza stanowiła rzeczywistą podstawę jego pracy z roku 1905. Jeśli ktoś wątpi, że był on plagiatorem, niech zada sobie proste pytanie: "Co Einstein wiedział i kiedy to wiedział?" Plagiat Einsteina był popełniony z premedytacją, a nie przypadkowo (Moody, 2001).

HISTORIA FORMUŁY E=MC2

Koncepcja zamiany materii w energię i odwrotnie  datuje się  wstecz co najmniej do Isaaca Newtona (1704). Brown (1967) stwierdził: "Tak więc powoli wyłaniała się formuła E=mc2, którą w roku 1900 zasugerował Poincare". Jednej rzeczy możemy być pewni, to nie Einstein wymyślił równanie E=mc2, a jeśli nie on, to kto?

Bjerknes (2002) jako ewentualnego kandydata proponuje S. Tovlera Prestona, który sformułował koncepcje energii jądrowej, bomby atomowej i nadprzewodnictwa w latach siedemdziesiątych XIX wieku na bazie równania E=mc2".

Oprócz Prestona za jednego z głównych udziałowców równania E=mc2 należy uznać Olinto De Pretto (1904). Tym, co czyni to przypuszczenie prawdopodobnym, jest zbieżność w czasie oraz fakt, że Einstein mówił płynnie po włosku, przeglądał prace włoskich fizyków, zaś jego najlepszym przyjacielem był Michele Besso, szwajcarski Włoch.

Najwyraźniej Einstein (1905) miał dostęp do tej literatury i wystarczające umiejętności, aby czytać ją ze zrozumieniem. W artykule "Einsteina E=mc2 was Ita-lian's idea ("Einsteinowska formuła E=mc2 była włoskim pomysłem) (Caroll, 1999) widzimy czarno na białym, że De Pretto znacznie wyprzedził Einsteina w sformułowaniu wzoru E = mc2.

Komentując to, że miał świadomość, iż z niewielkiej masy można wyzwolić ogromną ilość energii, można powiedzieć, że Preston (1875) wiedział i rozumiał to, jeszcze zanim Einstein się urodził. Preston rzeczywiście stosował wzór E = mc2 w swoich pracach, ponieważ ustalona przez niego wielkość (chodzi o to, że według niego 0,0648 grama materii jest w stanie unieść obiekt o wadze 100000 ton na wysokość 3000 metrów ) wyraźnie wywodzi się z równania E=mc2.

Według Ivesa (1952) wyprowadzenie wzoru E=mc2, które przeprowadził Einstein, było wadliwe, ponieważ zamierzał udowodnić coś, co z góry założył. Jest to bardzo podobne do niefrasobliwego posługiwania się równaniami dotyczącymi radioaktywnego rozpadu, które wyprowadził.

Okazało się, że Einstein pomieszał kinematykę z mechaniką i wykombinował neutrino. Neutrino może być mityczną cząstką przypadkiem wykreowaną przez Einsteina (Carezani, 1999). Mamy tu dwie możliwości do wyboru: albo jest co najmniej 40 rodzajów neutrin albo w ogóle ich nie ma. Ma tu zastosowanie brzytwa Ockhama.

ZAĆMIENIE Z ROKU 1919

Nie ma lepszego przykładu naukowego oszustwa od tego, co stało się w tropikach w dniu 29 maja 1919 roku. Jest absolutnie oczywiste, że Eddington sfałszował dane dotyczące zaćmienia słońca, tak aby potwierdzały tezy Einsteina przedstawione w ogólnej teorii względności.

O okolicznościach towarzyszących temu zaćmieniu piszą Poor (1930), Brown (1967), Clark (1984) i McCausIand (2001). Eddington oświadczył: "Stojąc na stanowisku sprawdzania i ostatecznie weryfikując teorię nasze narodowe obserwatorium podtrzymało najlepsze tradycje naukowe"

Dalsze dowody oszustwa można wydedukować z osobistych oświadczeń Eddingtona przedstawionych przez Ciarka (Jak wyżej, str. 285): "29 maja od rana padał deszcz, który ustał dopiero około południa. Aż do 13.30, kiedy zaćmienie już się zaczęło, zespół nie uzyskał widoczności Słońca. Musieliśmy wykonać nasze fotografie na wiarę "

Z tego opisu widać wyraźnie prawdziwe nastawienie Eddingtona, który był zdeterminowany zrobić wszystko, aby udowodnić, że Einstein miał rację.

"Wyglądało na to, że wbrew ogromnemu wysiłkowi, przynajmniej w odniesieniu do ekspedycji na Principe, całość mogła okazać się fiaskiem... Wywoływaliśmy zdjęcia, po dwa każdej nocy przez sześć nocy po zaćmieniu... Pochmurne niebo zniweczyło moje plany i musiałem potraktować pomiary w inny sposób, niż zamierzałem, i dlatego nie mogłem wystosować wstępnego doniesienia o wynikach "

Gdzie byli astronomowie, kiedy Eddington przedstawiał swoje wyniki? Czy ktoś poza Eddingtonem rzucił okiem na te zdjęcia? Otóż była taka osoba. Człowiek ten nazywał się Poor i w całości odrzucił wyniki Eddingtona.

Oto kilka cytatów z podsumowania Poora: "Matematyczny wzór, za pomocą którego Einstein obliczył ugięcie promieni świetlnych przechodzących na krawędzi Słońca, jest dobrze znanym wzorem z zakresu optyki fizycznej" .... "Ani jedna z zasadniczych koncepcji  zmienności czasu albo zwijania lub skręcania przestrzeni, jednoczesności lub względności ruchu nie jest w żaden sposób związana z przewidywaniami Einsteina dotyczącymi ugięcia światła ".

Od Browna (1967) dowiadujemy się, że Eddington nie mógł się doczekać, kiedy społeczność naukowa uzna potwierdzenie teorii Einsteina. To, na czym bazował, było przedwczesną oceną płytek fotograficznych.

Początkowo światło gwiazd zdawało się uginać, tak jak powinno, jak wymagała tego teoria Einsteina, ale potem, jak twierdzi Brown, przyszło niespodziewane: światło kilku gwiazd uginało się w kierunku poprzecznym do spodziewanego, a jeszcze innych w kierunku przeciwnym, niż przewidywała teoria względności.

Poor wykazał (1930) absurdalność danych zebranych podczas zaćmienia w roku 1919, podkreślając, że 85 procent danych będących wynikiem obserwacji południowo-amery-kańskiego zaćmienia zostało odrzuconych z powodu "przypadkowych błędów", czyli takich, które były niezgodne ze skalą stałej Einsteina.

Dziwnym zbiegiem okoliczności 15 procent "dobrych" danych było zgodnych ze skalą stałej Einsteina. Ostatecznie dane dotyczące gwiazd, które nie potwierdzały wniosków wypływających z teorii Einsteina, trafiły do szuflady i mit poszedł w świat, a z czasem uprawomocnił się.

I tak oto, na podstawie garści dwuznacznych danych, 200 lat teoretycznych rozważań, eksperymentowania i obserwacji zostało usuniętych na bok, aby zrobić miejsce dla Einsteina, zaś zdyskredytowany eksperyment Eddingtona jest wciąż cytowany przez Stephena Hawkinga, jak gdyby to była ewangelia (1999).

Rzeczywiste pytanie brzmi: "Gdzie w tym wszystkim jest miejsce dla Einsteina?" Gdy pisał swój opublikowany w 1935 roku elaborat, z całą pewnością musiał znać pracę Poora, w której czytamy: "Rzeczywiste przesunięcia gwiazdowe, jeśli mają miejsce, w najmniejszym stopniu nie wykazują podobieństwa do przewidzianych przez Einsteina - nie są zgodne co do kierunku, rozmiarów ani stopnia spadku wraz z oddalaniem się od Słońca".

Dlaczego Einstein nie ustosunkował się do publikacji, która bezpośrednio godziła w jego pracę? Dlaczego zwolennicy Einsteina nie starali się wyjaśnić sprawy fałszywych danych z roku 1919?

Jak podkreśla opublikowany w Internecie w roku 2002 artykuł Brytyjskiego Instytutu Fizyki Precyzyjnej aparaty fotograficzne z przysłoną miały dokładność zaledwie 1/25 stopnia, co oznacza, że z samego powodu niedokładności aparatu odczyty Eddingtona były 200 razy za mało dokładne.

McCausIand (2001) cytuje byłego redaktora magazynu Naturę, Johna Maddoxa: "Tym, co nie jest dobrze udokumentowane, jest to, że pomiary przeprowadzone w roku 1919 nie były zbyt dokładne" oraz  "Wbrew faktowi, że dowody eksperymentalne teorii względności z roku 1919 wydają się być bardzo liche, niesamowita sława Einsteina pozostała nietknięta, a jego teoria jest nadal traktowana jako jedno z największych osiągnięć ludzkiej myśli".

Oczywiste zafałszowanie danych przez Eddingtona i innych stanowi bezczelne pogwałcenie procesu naukowego, które wypaczało badania przez całą resztę stulecia. To oszustwo przewyższające aferę z Człowiekiem z Piltdown  uchodzącą za największą naukową mistyfikację XX wieku.

BIPP(British Institute of Profesional Photography)zadaje pytanie: "Czy była to mistyfikacja stulecia?" - i odpowiada: "Raport Królewskiego Towarzystwa w sprawie danych z zaćmienia w roku 1919 w związku z Teorią Względności wprowadził świat w błąd na co najmniej 80 lat!" McCausIand oświadczył, że "poufne oświadczenie o ostatecznym potwierdzeniu ogólnej teorii względności Einsteina z listopada 1919 roku nie było tryumfem nauki,  ale jednym z najbardziej godnych pożałowania wydarzeń w historii dwudziestowiecznej nauki".

Nie da się w należyty sposób wykazać, że zaćmienie z roku 1919 uczyniło Einsteina sławnym. Z całą pewnością jednak przyniosło mu w ciągu jednej nocy międzynarodową sławę, mimo iż dane zostały sfabrykowane i brak było w nich jakiegokolwiek wsparcia dla ogólnej teorii względności. To wypaczenie prawdziwego ich sensu jest znane od przeszło osiemdziesięciu lat i wciąż jest podtrzymywane przez takich ludzi, jak Stephen Hawking i David Levy.

PODSUMOWANIE i WNIOSKI

Społeczeństwo ma skłonność do traktowania uczonych jako ostatecznego wzorca etyki, zaś naukowy reżym za miarę prawdy. Niestety, ludzie niewiele wiedzą o wpływie osobowości na naukę.

Wydaje się, że Einstein uważał, iż jest ponad naukowym protokołem. Sądził, że ma prawo do naginania praw do własnych potrzeb i że ujdzie mu to na sucho, że przetrwa, że jego adwersarze wymrą, zaś zwolennicy wezmą górę.

W nauce ostatni ze zwolenników, który zostaje i wygrywa, tworzy historię. W przypadku Einsteina jego zuchwałe i wielokrotne flirty z plagiatorstwem zostały prawie zapomniane, a jego zwolennicy zapożyczali wielokrotnie odkrycia innych naukowców, wykorzystując je do ozdabiania nimi nimbu Einsteina.

Reputacja Einsteina wspiera się na trzech nogach. Jedną z nich jest plagiatorstwo. Czy był on plagiatorem? Druga noga to społeczność fizyków. Co wiedzieli o nim i kiedy się tego dowiedzieli? Trzecią nogą są media. Czy są one instrumentem oszustwa w odniesieniu do Einsteina? Czas odpowie na te pytania.

Środowisko fizyków również wspiera się na trójnogim stołku. Pierwszą z tych nóg jest fizyka Einsteina. Druga noga to zimna synteza, a trzecia to autodynamika. Nadrzędnym problemem w przypadku trójnożnego stołka jest to, że jeśli jedna noga zostanie odpiłowana, stołek upadnie.

Są co najmniej trzy bardzo poważne dyscypliny, z których widać, że fizyka może upaść. Nauka jest stołkiem o wielu nogach. Jedną z nich jest fizyka, drugą nauki o Ziemi, trzecią biologia, czwartą chemia (np. zimna synteza). Co się stanie, jeśli fizyka runie? Czy nauka też upadnie?

opracowano na podstawie:  http://www.daro.it.pl/albert_einstein


Ocena: 1014 221
Głosów: 1235
4054 odsłon
Brak komentarzy

antydotum@optonline.net