18 Kwiecień 2021

Oto co czytamy na portalu Niezależna.pl . Ciekawe jest to, że portal ten nigdy nie ujawnia autorów takich tekstów. Nic tu nie było by dziwnego ani nic zdrożnego, gdyby ta relacja była pokazana rzetelnie i pisana po prostu po polsku. Jeśli chodzi o fakty nie ma tu nic szczególnego  z czym można by się nie godzić. ale wplątanie między fakty po prostu zwykłej bezczelnej propagandy jest już godne całkowitego potępienia

Uśmiechnięta Ewa Kopacz na zdjęciach z rosyjskimi lekarzami przeprowadzającymi "sekcje" zwłok ofiar katastrofy smoleńskiej, zeznania świadków ze śledztwa smoleńskiego, nagrania pasażerów tuż przed wejściem na pokład Tu-154 - archiwalne zdjęcia i materiały filmowe są zdecydowanie najmocniejszą stroną filmu Ewy Stankiewicz, zwłaszcza w odbiorze polskiego widza.

*Dotąd nie ma nic z czym nie można by się nie zgodzić…

Zagraniczny odbiorca "Stanu zagrożenia", który o katastrofie smoleńskiej nie wiedział nic ponad oficjalne relacje medialne, z pewnością dostanie solidną porcję wiedzy o tej tragedii - do tego w formie sprawnie zmontowanego i opowiedzianego dokumentu.

*No i tu trafiamy na pierwszy kamień.  Jeśli dokument został sprawnie  zmontowany  to słowo zmontowany zasiewa już pierwszą wątpliwoś, bo nie każdy je zrozumie własciwie.

Czy "Stan zagrożenia" wnosi coś nowego do naszej wiedzy o katastrofie smoleńskiej? Z pewnością nie - choć niektóre zaprezentowane w filmie materiały, szczególnie uśmiechniętej Ewy Kopacz fotografującej się z Rosjanami odpowiedzialnymi za sekcje zwłok, są poruszające.
Dojmująco i precyzyjnie wypunktowane są też manipulacje Donalda Tuska w sprawie wyboru faworyzującej Moskwę konwencji chicagowskiej.

*Tu już zaczynają się schody… Jeśli „dokument” został zmontowany to odbiorca kojarzy to raczej jednoznacznie, jeśli nie wnosi nic nowego do sprawy to jaka jest jego wartość merytoryczna czy dowodowa wziąwszy pod uwagę to, że strona Polska dysponuje jedynie minimalną namiastką dowodów?

W filmie uderza natomiast całkowite pominięcie osoby Antoniego Macierewicza - choć większość prezentowanych ustaleń - kontrujących wersję rosyjską - zawdzięczamy jemu i pozyskanym przez niego ekspertów. Dokument prezentuje też kilka faktów, ustalonych przez "Gazetę Polską", bez podania źródła - choćby to, co ujawniła "GP" o tym, że Bronisław Komorowski oficjalnie promował firmę MAW Telecom od remontu tupolewa, czy o kontrowersjach wokół ppłk. Mirosława Dożynki.

*Owszem Brak Antoniego Macierewicza rzeczywiście uderza ale powoływanie się na ustalenia „Gazety Polskiej” jako żródła ustalania faktów  totalnie zniechęca do takiej manipulacji medialnej.

O tym ostatnim już w 2014 r. "GP" pisała:

„Choć po powrocie z Samary samolot Tu-154 nr 101 notorycznie się psuł, a w 2010 r. w niewyjaśnionych okolicznościach uległ zniszczeniu w Smoleńsku, polskie władze nigdy nie zgłosiły żadnych zastrzeżeń co do jakości remontu. Firma Polit Elektronik zdobywała zaś kolejne państwowe kontrakty. Wreszcie w lipcu 2013 r., jak sprawdziła „Gazeta Polska”, wiceprezesem spółki Polit Elektronik sp. zoo. (29 czerwca 2011 r. podpisano umowę rejestrującą Polit Elektronik w KRS jako sp. zoo.)  został... ppłk Mirosław Dożynko - a więc osoba, która w 2009 r. odbierała z ramienia wojska tupolewa remontowanego właśnie przez Polit Elektronik.”

*Ten fragment jest akceptowalny w całości, ale już następny akapit na nowo może załamać myślącego człowieka.

„Nie bądźmy jednak małostkowi. Film zdobył nagrody na 21 festiwalach w świecie - co pokazuje, jak wielką wartość ma dokument Ewy Stankiewicz jako remedium na oficjalne kłamstwa smoleńskie. To dobrze opowiedziany, dynamicznie zmontowany i odważny dokument, idealnie wpasowujący się w obecną geopolityczną rzeczywistość - w której chyba tylko ślepiec nie potrafiłby dostrzec krwi na rękach Władimira Putina.

*Zdobywanie jakichkolwiek nagród filmowych nie jest wykładnią wartości merytorycznej filmu a tym bardziej wartości dowodowej skoro dokument ten zlostał "doskonale wpasowany w obecną geopolityczną rzeczywistość". Było już dość dużo nagrodzonych filmów wyłącznie z pobudek propagandowych i ideologicznych.

"Stan zagrożenia" ukazuje bowiem katastrofę smoleńską właśnie w kontekście geopolitycznym, na tle zbrodniczej działalności reżimu putinowskiego, wykorzystującego oportunizm i serwilizm polskich oraz zachodnich polityków.

Opowiada o podejrzanym remoncie, braku nadzoru służb nad lotem i śledztwem, o zdradzie dyplomatycznej Tuska, o niewyjaśnionych do tej pory sprzecznościach w zeznaniach świadków, wreszcie o tym, że najbardziej prawdopodobną przyczyną tragedii był szereg eksplozji w samolocie Tu-154”.

Od Antydotum:

Zakończenie tego artykułu to już koncert polit-poprwaności nie mający nic wspólnego ani z rzetelnością dziennikarską ani z faktami, ani też ze zwykłym szacunkiem dla czytelnika.

Takie zakończenie sprawia, że ten tekst staje się żenujący nie ze względu na fakty, ale ze względu na słownictwo, które całkowicie ujmuje tej publikacji wiarygodności.

Używanie takich wyrazów jak "reżim" „zbrodnicza działalność reżimu putinowskiego” czy „krew na rękach Putina” to już wyłącznie czysta komunistyczno-stalinowska i Goebelsowska propaganda, którą tak szlachetni dziennikarze polscy we wszystkich telewizorniach oficjalnie się brzydzą… 

Pomijając już zupełnie wydarzernia a w nich to co jest faktem a co tylko propagandą, tak stawiany przekaz przekreśla publikowany tekst jako obiektywne dziennikarstwo.

Dla mnie reżimem stał się rząd PIS bo bezpodstawnie zamknął 38 milionów Polaków w domach i poddaje ich eksperymentom medycznym nazywanym "szczepionkami " albo „wyszczepianiem narodu” i czyni to pomimo, że nikt nie gwarantuje królikom doświadczalnym  ani bezpieczeństwa ani też nawet zwykłego odszkodowania w razie powikłań. Wszystko to zostało scedowane na zdegenerowany  w gimnazjach - naród. Reżim to pojęcie bardzo wzgledne i subiektywne.


Strefa zagrożenia dla Polaków

Może władze na Kremlu mają ciągoty do reżimu, ale tu nie różnią się niczym od innych rządów i państw. Nie to miało być mottem tej informacji. Przedstawiam tu swoje uwagi nie po to by deprecjonować polskie dziennikarstwo, ale wyłącznie po to byście nie ulegali fałszywym podprogowym sugestiom i odróżniali propagandę od informacji a informację od propagandy. To pozwoli Wam żyć w prawdzie. Jednym słowem takie informowanie społeczeństwa gdzie miesza się propagandę z historycznymi faktami to hańba.

* uwagi antydotum

Calość: „Stan zagrożenia” Ewy Stankiewicz - szokujące zdjęcia uśmiechniętej Ewy Kopacz w prosektorium | Niezależna (niezalezna.pl)


Ocena: 306 34
Głosów: 340
2441 odsłon