logo

Czego domagają się strajkujący medycy
i dlaczego pacjent na tym nie skorzysta.

Postulaty medyków obejmują: zmianę ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia; realny wzrost wyceny świadczeń, ryczałtów i tzw. dobokaretki, a także zatrudnienie dodatkowych pracowników obsługi administracyjnej i personelu pomocniczego oraz wprowadzenia norm zatrudnienia uzależnionych od liczby pacjentów.


Czy strajkujący medycy walczą o to, aby po spełnieniu postulatów poprawić także los pacjentów skazanych na opiekę medyczną w Polsce?  

Nie. Popatrzmy, o co realnie w tych postulatach chodzi.

Wzrost wyceny świadczeń,
czyli większe obciążenie finansowe pacjentów. Pieniądze które ma dać medykom rząd nie pochodzą z nieba. Jeśli rząd ma je wypłacić, musi wpierw nam je zabrać.

Medycy postulują zatem, żeby rząd zubażał nasze kieszenie i wzbogacał ich kieszenie. Fartuchy medyków mają kieszeni wiele, co można było zauważyć u Marszałka polskiego Senatu, kiedy jeszcze był chirurgiem i pracował w szpitalu.

Czy personel medyczny zamierza lepiej po otrzymaniu kasy pracować?

Nie. Oni żądają więcej dodatkowych pracowników obsługi, więcej administracji, więcej asystemtów, więcej sekretarek, rejestratorek, czyli herbaciarek.

Wówczas więcej czasu medycy mogą poświęcić na wzajemne adorowanie siebie i mniej zmęczeni mogą udać się na prywatną "harówkę".

Wprowadzenie norm zatrudnienia uzależnionych od liczby pacjentów to jedynie systemowe zapewnienie zdejmowania obowiązków z personelu, który robi co może aby pacjentem się nie zajmować.

Kolejny postulat to ewenement na skalę światową:

"Komitet postuluje także zapewnienie zawodom medycznym statusu funkcjonariusza publicznego i stworzenie systemu ochrony pracowników przed agresją słowną i fizyczną pacjentów.

Za ten postulat bardzo medykom dziękujemy!

Strajkujący medycy wyraźnie, publicznie przyznają, że ich jakość pracy i troska o pacjenta, rodzi zamiast wdzięczności i podziękowań agresję pacjentów.

Wyłączając pacjentów psychiatrycznych taka agresja nie bierze się z choroby. Chyba że z choroby służby zdrowia.

Ile to trzeba wysiłku, aby sprowokować schorowanego człowieka do podjęcia trudu przyłożenia po pysku swoim pseudo dobroczyńcom.

Czy medycy żądają, aby zwiększyć nakłady na nowe placówki, na zwiększenie ilości świadczeń, większe nakłady na profilaktykę czy diagnostykę co dałoby możliwość wyższych zarobków?

Nie. Forsa tak, praca nie.

Po tych heroicznych wysiłkach unikania pracy z pacjentem, medycy domagają się wprowadzenia urlopów zdrowotnych po 15 latach pracy zawodowej. Bezczelność? Czy tylko brak przyzwoitości?

Wymyślenie tych postulatów było możliwie po tym jak zamknięto dostęp do lekarza rodzinnego, i odcięto ludziom tlen niezbędny do życia poprzez nakaz noszenia maseczek.

To, dlatego odnotowaliśmy tak katastrofalny wzrost śmiertelności Polaków. Spora część "natrętów" trafiła do grobu dzięki czemu w służbie zdrowia zapanował "święty spokój".

Rezygnacja z tworzenia nowych zawodów medycznych? A niby czemu? Dlaczego wraz z rozwojem medycyny mają nie powstawać nowe zawody medyczne?

Może więc zlikwidować większość tych, które są teraz i ograniczyć się do dwóch, trzech, bo i tak to pielęgniarki same uzurpują sobie prawo reprezentowania wszystkich grup medycznych (nie zawodów).

To one głównie biwakują
w centrum stolicy, kpiąc sobie z potrzeb pacjentów. A potem chcą ochrony policyjnej, kiedy pacjent czynnie usiłuje wyrazić im swoją "wdzięczność" za opiekę.

Która podwyżka płac biało-ludów wywołała u nich uśmiech radości na widok chorego a nie uśmiech politowania nad naiwniakiem, który szuka ratunku i pomocy medycznej zamiast grabarza.

Jaka praca taka płaca a nie odwrotnie.

Finansowana przez państwo
opieka zdrowotna jest chronicznie niesprawna, mówi się o niedoborze kadr i złej organizacji. W niektórych regionach procedura oczekiwania na bezpłatne świadczenia może trwać latami.

Polscy lekarze przebywając w szpitalu tracą czas (i pieniądze). Siedzą w gabinetach wypisując bzdurne papiery. Wykonują czynności, jakie z powodzeniem mogą wykonać pielęgniarki, które także sporą część swojego czasu spędzają na piciu herbatki oraz oglądaniu Internetu na służbowych komputerach.

Czy permanentne podwyżki płac dla policji coś dały? Owszem. Zaraz znowu będą oni żądać kolejnych podwyżek, bo już mówią o strajkach.  Strajk w policji to chichot historii i kpina.

Ani lekarze, ani pielęgniarki nie mają czasu na opiekę nad pacjentami. Gdyby nie pomoc innych pacjentów i opieka członków rodziny pacjent w szpitalu "zgniłby" dosłownie na łóżku.

A można by wziąć przykład choćby z USA. Przede wszystkim system kształcenia kadr. Jeśli masz pieniądze i chcesz być lekarzem po prostu płacisz za studia i po skończeniu - o ile nadalmasz pieniądze - możesz ubiegać się o licencję na wykonywanie zawodu.

Jeśli nie masz pieniędzy a chcesz być lekarzem możesz otrzymać stypendium od placówki medycznej w której te studia możesz odpracować.

Tam lekarz nie ma prawa do prywatnej praktyki, jeśli nie pracuje w szpitalu. Czas wolny od krótkiego dyżuru lekarze poświęcają na opiekę w prywatnych przychodniach obsługujących oczywiście pacjentów w ramach posiadanych przez nich ubezpieczeń.

Nikt ich do pracy nie zmusza, ale ci którzy nie praktykują w szpitalu nie mają prawa wykonywania praktyki prywatnej. Proste i skuteczne.

Lekarzy zatrudnia nie ministerstwo, nie rząd, ale prowadzący poszczególne placówki. Wtedy nie szpital zabiega o lekarza, ale lekarz zabiega o możliwość pracy w szpitalu.
Zarobki zależą nie od apetytu i pożądanego przez lekarza stylu życia, ale od rangi placówki zdrowotnej i umiejętności poszczególnych lekarzy.

Takie rozwiązanie nie wymaga nakładów finansowych a tylko małego wysiłku intelektualnego. W sytuacji, gdy wszystko regulują indywidualne kontrakty między pracodawcą i pracobiorcą nie ma mowy o jakichkolwiek protestach zbiorowych.

W Polsce patologia tzw. Służb rozwinęła się tak, że władza jest permanentnie testowana do jakiego stopnia można ją szantażować i doić. Każdy człowiek ma swoją godność i każda godność jest jednakowo ważna, jednakże to co dzieje się w tzw. budżetówce od dawna przekracza nawet te leninowskie normy.

Różnica polega na tym, że dziś za odmowę wykonania swoich powinności dostaje się od rządu podwyżki, za Lenina zaś dostawało się karę śmierci.

Państwo stało się zakładnikiem awanturników i cwaniaków którzy sprawdzają do jakiego stopnia da się to państwo obrabiać kosztem całej uczciwie pracującej części społeczeństwa.

Martin Luter King miał  sen. Ja tez mam sen. Śni mi się Polska, w której za należytą opiekę medyczną pacjenci będą w stanie z serca dziękować tym którzy im tej opieki udzielili.


Ocena: 347 0
Głosów: 347
1488 odsłon