antydotum - RealnaPolska Tytuł - antydotum.pl
Motto na dziś: ..Życie bez sensu życia … Nie ma sensu....

Środa 7 Październik 2026

CZY ROSJA PRZETRWA

 

Andriej Klepacz to znany rosyjski ekonomista i wysoki urzędnik państwowy.

Posiada stopień doktora nauk ekonomicznych i wysoki rangą stopień urzędnika państwowego (Rzeczywisty Radca Stanu FR I klasy).

Klepacz wzbudził duże zainteresowanie mediów międzynarodowych ze względu na swoje bardzo krytyczne i publiczne wypowiedzi na temat stanu rosyjskiej gospodarki w kontekście wojny na Ukrainie.

Należy on do grupy rosyjskich oligarchów i decydentów z uwagi na to, że potrafi posługiwać się ekonomią jaką posługuje się zachód.

Do tego pełni role „wentyla bezpieczeństwa” i realnego doradcy.

Architekci rosyjskiego sukcesu gospodarczego (jak szefowa Banku Centralnego Elwira Nabiullina) cieszą się dużym zaufaniem Prezydenta Władimira Putina, ponieważ to oni utrzymali stabilność rubla mimo potężnych sankcji.

Klepacz jest częścią tego eksperckiego środowiska.

Stwierdził oficjalnie, że dopóki Ukraina ma wsparcie Zachodu, Rosja nie będzie w stanie wygrać gospodarczo „wojny na wyniszczenie”.

Ostrzegł, że koszty wojny po stronie Rosji drastycznie rosną, a kraj pogrąża się w recesji i traci dystans technologiczny wobec reszty świata.

Są jednak i inne opinie i inne spojrzenia na rosyjską sytuację w jakiej dziś znalazła się Rosja.

Należy pamiętać,że na Rosję trzeba patrzeć rosyjskimi oczami, jeśli nie chce się popaść w rzeczywistość urojoną.

Interesowało mnie skąd takie przekonania u rosyjskiego urzędnika i dlaczego jeszcze nie jest aresztowany.

W warunkach wojny narzucona przez Zachód ekonomia staje się dla Rosji sojusznikiem wroga a nie przewidywalnym wsparciem wysiłków militarnych.

Rosja popełniła błąd,wchodząc w globalną wymianę i wprowadzając na własny rynek zachodnie produkty, zamiast od początku twardo rozwijać własne, niezależne technologie.

We współczesnym świecie, Rosji potrzeba było implementacji zachodnich technologii, nie zachodnich produkcji i była ona w stanie sobie to zagwarantować.

Tymczasem Rosja uległa zakłamanej polityce zachodu, który jak daleko sięgnąć wstecz nie może się pogodzić z faktem, że do tak ogromnych bogactw jakie posiada Rosja, ich bandyckie i złodziejskie łapska nie sięgają.

Rosja dysponuje wystarczającym potencjałem, by całkowicie odgrodzić się chińskim murem od reszty świata i przetrwać jako byt w pełni samowystarczalny.

Mówią, że przekonania Andrieja Klepacza wynikają z twardych danych makroekonomicznych, do których ma dostęp jako główny ekonomista.

Ale ekonomia to tylko matematyka i wciąż matematyczne spojrzenie, czysto matematyczne kalkulacje a nie egzystencjonalne realia.

W istocie te dane obnażają głęboki rozdźwięk między systemowymi czy nawet naukowymi teoriami a rzeczywistością.

Jego brak aresztowania – mimo ostrej krytyki – można wyjaśnić specyficzną rolą, jaką tacy eksperci odgrywają w systemie władzy w ogóle.

W moim pojęciu są to eksperci urojeni… cała nauka zwana ekonomią to nie narzędzie rozwoju, lecz pakiet sposobów sporządzony jako narzędzie okradania własnych społeczeństw i obcych narodów.

Ekonomia to nie nauka, to nie system zarzadzania gospodarką, to system grabieży, a nie naukowe prognozy, z których może wyłaniać się przyszłość.

Klepacz nie ocenia sytuacji pod kątem politycznym czy moralnym, lecz czysto matematycznym i technicznym.

Widzi on zjawiska, których nie da się ukryć na dłuższą metę, ale nie widzi on tego co ma za plecami.

Wojna na wyniszczenie kosztuje za dużo: Rosyjski budżet jest ekstremalnie obciążony wydatkami na zbrojenia, co odbywa się kosztem inwestycji cywilnych – mówi Klepacz.

Wojna zawsze będzie kosztować za dużo, jeśli na pierwszym miejscu w państwie, zamiast wartości wspólnoty, postawi się pieniądz, który jest czystą matematyką nie mającą nic wspólnego z przebiegiem życia.

Pieniądz w swojej istocie nie posiada żadnej wewnętrznej wartości a bez bezpośredniego powiązania z realną gospodarką – jest wyłącznie policzalnym odzwierciedleniem i nośnikiem informacji o wytworzonych dobrach oraz usługach.

W warunkach pokoju i stabilności rynkowej cyrkulacja pieniądza odzwierciedla obrót materialny.

Jednak w realiach wojny totalnej, państwo zyskuje możliwość celowego ograniczenia lub wręcz wycofania klasycznego obiegu pieniężnego.

Choć z perspektywy wolnorynkowej może to przypominać chaos, w rzeczywistości drastyczne przejście na gospodarkę naturalną i centralnie sterowany barter (wymianę rzeczową) maksymalizuje organizację państwa.

Taki krok drastycznie odcina od procesów decyzyjnych, rynkowych spekulantów, pozbawiając ich możliwości żerowania na kryzysie i pozwala na pełne podporządkowanie fizycznych zasobów, potrzebom egzystencjalnym oraz obronnym.

Centralne zarządzanie oparte na bilansach rzeczowych, a nie finansowych, posiada silne precedensy historyczne.

Klepacz twierdzi, że Kreml żył w iluzji, iż gospodarka Ukrainy i Zachodu natychmiast runie. Ponieważ tak się nie stało, Rosja musi mierzyć się z rosnącymi kosztami, których tempo wzrostu przewyższa jej własne możliwości.

To jest właśnie ta prawdziwa iluzja, której ulega Klepacz wywodzący swoje tezy wprost i jedynie z matematyki.

Wyprowadza on swoje przepowiednie o rychłym upadku gospodarczym Rosji czy Zachodu wyłącznie z uproszczonych, matematycznych modeli PKB i wskaźników finansowych.

Kalkulacje te całkowicie ignorują fakt, że współczesna ekonomia w dużej mierze opiera się na wartościach iluzorycznych – w tym na mechanizmie lichwy, czyli oprocentowaniu długu.

Wirtualny kapitał generowany przez procent składany, sztucznie powiększa nominalną wartość gospodarki, podczas gdy faktycznie nie tworzy żadnych nowych dóbr ani usług.

W starciu z realną wojną zasobów, ten wirtualny system dłużny okazuje się być bezradny wobec państwa, które potrafi bezpośrednio i centralnie zarządzać fizyczną materią.

Lichwa i oprocentowanie pieniądza bardzo szybko mogą sprawić, że nawet najwyższe liczby dolarów czy rubli staną się z dnia na dzień bezużyteczne co pokazał już kryzys 1929 roku.

Uzależnienie od zachodu odbija się dziś Rosji czkawką. Jeśli ktoś coś daje, to może także i nie dać.

Sankcje odcinające od zachodnich technologii (np. mikroprocesorów, maszyn precyzyjnych) sprawiają, że Rosja w warunkach wojny zamiast rozwoju przemysłowego cofa swój przemysł do punktu, z którego ruszyła do współpracy z zachodem.

Samo sprowadzanie zamienników z Azji nie buduje własnej innowacyjności.

Rosja zrobiła ten błąd, że dała się szeroko rozumianemu zachodowi omamić wizją rozwoju i bogactwa opartych na obcym pieniądzu, obcych technologiach i obcej produkcji, gdy tymczasem sama mogła stać się źródłem wcale nie gorszych technologii i być uniezależnioną.

Współczesny świat jest co prawda globalną siecią naczyń połączonych, ale coraz bardziej przypominają one labirynty Piramidy Amenemhata III w Hawarze.

Ktoś, kto ich nie zna pozostanie strażnikiem mumii na zawsze, natomiast ci którzy znają je doskonale zawsze znajdą wyjście.

Rosja jest gigantycznym eksporterem surowców: ropy naftowej, gazu ziemnego, nawozów sztucznych, zbóż oraz rzadkich metali (np. palladu, niklu).

Nagłe i całkowite zniknięcie Rosji z rynku wywołałoby globalny kryzys energetyczny i żywnościowy.

Sprzedając surowce do Chin i Indii po zaniżonych cenach, Rosja de facto zamienia zależność od Zachodu na poddaństwo wobec Azji, co długofalowo ogranicza jej suwerenność gospodarczą.

Właśnie to ryzyko „prymitywizacji” gospodarki i utraty suwerenności technologicznej i gospodarczej, jest powodem do niepokoju i włączenia dzwonka alarmowego dla Rosji.

Kraj, który ma pod ziemią niemal każdy pierwiastek z tablicy Mendelejewa, miliony hektarów ziemi i własne fabryki, nie potrzebuje cyfr na kontach ani papierowych banknotów, by przetrwać.

Ekonomiści oczywiście nie wyobrażają sobie funkcjonowania bez pieniędzy.

Mówią, że naukowiec w tajnym laboratorium albo robotnik w fabryce czołgów nie utrzyma rodziny z faktu, że Rosja ma dużo ropy pod ziemią na Syberii.

Musi otrzymać pensję, za którą kupi chleb, buty, opłaci mieszkanie i kupi dziecku telefon.

No właśnie nie … nie musi. Chleb pójdzie i sobie weźmie z punktu poboru, tak samo ubranie, mieszkania nie będzie opłacać, bo czynsze zostaną zniesione a telefon w ręku dziecka w czasie wojny nie jest pomocą, ale zagrożeniem.

Twierdzą także, że Związek Radziecki (ZSRR), ponieważ ignorował realną wartość pieniądza i rynkowe ceny, doprowadził do tego, że w sklepach brakowało podstawowych produktów (papieru toaletowego, mięsa, cukru).

Tymczasem fakt jest taki, że ZSRR nie zbankrutował z powodu braku rynkowych cen czy braku towarów w sklepach, ale z powodu korupcji i sabotażu gospodarczego jaki wynikał z zachłanności i możliwości przewodniej roli partii.

Podobne zjawisko zaistniało w Wenezueli. Posiada ona największe na świecie potwierdzone złoża ropy naftowej. Ma surowce, ziemię i fabryki.

Jednak z powodu katastrofalnej korupcji i lekceważenia potrzeb państwa, Wenezuela doprowadziła do hiperinflacji, gospodarka kraju się zapadła, a miliony ludzi uciekły przed głodem.

Stało się tak nie dlatego, że państwo przeszło na centralny system zarzadzania, ale dlatego, że takie kraje jak Wenezuela nie dysponują tak jak Rosja wszystkim, więc muszą korzystać z pośrednika jakim jest pieniądz.

Rosji pieniądze są zbędne, aby zamieniać jej bogactwa w realną siłę polityczną, militarną i technologiczną.

Jak uczy historia, te „prymitywne państwa” mają większe możliwości fizyczne przetrwania niż te najbardziej rozwinięte.

To, dotyka bardzo głębokiego i prawdziwego paradoksu, który historycy i socjologowie badają od wieków.

Im bardziej system jest skomplikowany i nowoczesny, tym łatwiej go unicestwić.

Patrząc na kryzysy finansowe, inflacje niszczące oszczędności czy spekulacje giełdowe, które potrafią zrujnować całe narody, skłaniają do refleksji nad organizacją życia społecznego i przeanalizowania jeszcze raz roli pieniądza w społeczeństwie.

Amerykanie są przekonani, że poprzez system pieniądza i handlu można budować światowe potęgi, tylko że tak naprawdę jest to kolejne złudzenie.

Handel stał się źródłem pieniądza a pieniądz źródłem produkcji, w tym uzbrojenia, niezbędnego do uprawiania dyplomacji kanonierek, co stwarza system zamknięty. 

Amerykański handel innymi słowy, odbywa się na zasadzie karabin do skroni i rozpoczynamy zakupy.

Gdy przyjrzymy się temu mechanizmowi bez propagandy, widać wyraźnie, jak handel i wojsko współpracują nie tylko ze sobą, ale i z całym globalnym systemem przemocy.

Historia pokazuje, że amerykański dolar i amerykański karabin zawsze szły w parze.

W naukach o systemach istnieją pojęcia rezyliencji (odporności) oraz kruchości.

Dziś Jeśli odetnie się prąd i Internet na dwa tygodnie, miasto umiera.

Ludzie nie kupią jedzenia (bo karty nie działają), woda przestanie płynąć w kranach (pompy potrzebują prądu), a w sklepach zabraknie towaru w 48 godzin, bo logistyka opiera się na dostawach „na czas” sterowanych przez komputery uzależnione od prądu.

Im bardziej kraj jest zaawansowany, tym bardziej jest uzależniony od milionów małych, niewidocznych powiązań.

Rosyjski chłop na Syberii, który ma własną studnię, piec na drewno, worek ziemniaków w piwnicy i kilka kur, nawet nie zauważy, że upadł globalny system bankowy.

Dla niego świat się nie zmieni. On ma realną samowystarczalność.

Z tego właśnie powodu Rosja (i wcześniej Związek Radziecki) ma ogromną zdolność do znoszenia biedy i trudów.

Ludzie są tam historycznie przyzwyczajeni do radzenia sobie bez luksusów i zaawansowanej infrastruktury.

W sytuacji totalnej wojny lub kataklizmu, społeczeństwo potrafiące żyć skromnie przetrwa łatwiej niż społeczeństwo zachodnie, przyzwyczajone do pełnych półek i stabilnego Internetu.

Rozczarowanie ekonomią powinno być w pełni zrozumiałe. W odróżnieniu od fizyki czy chemii, ekonomia nie potrafi precyzyjnie przewidzieć przyszłości, a jej „prawa” często zawodzą.

Istnieją poważne powody, dla których współczesny system finansowy budzi tak duży sprzeciw: Od 1971 roku, gdy ostatecznie odcięto dolara od parytetu złota pozostał nam pieniądz tworzony z niczego (FIAT).

Pieniądze zatem utraciły swoje właściwości i dziś na świecie nie mają oparcia w niczym materialnym.

Są drukowane przez banki centralne na kliknięcie myszką i realnie są tyle samo warte co ta myszka kreująca pieniądz.

To system korzystający z ekonomii dopiero przypisuje im wartość wraz z takimi zjawiskami jak inflacja, denominacja czy kurs, które nie wynikają z praw naturalnych tylko ze spekulacji.

Gdy rządy drukują biliony nowych dolarów czy euro, realny majątek ludzi (ich oszczędności, praca) traci na wartości poprzez inflację.

Jest to zatem czysty system złodziejski.

Wielu myślicieli nazywa to wprost „ukrytym podatkiem” lub zalegalizowanym okradaniem obywateli.

Na rynkach finansowych obraca się dziś kwotami, które wielokrotnie przewyższają wartość wszystkich towarów, fabryk i surowców na Ziemi.

Co zatem się stanie, jeśli wszyscy ludzie zechcą zmaterializować swoje pieniądze?

Powstają potężne bańki spekulacyjne. Gdy taka bańka pęka (jak w 2008 roku), miliony ludzi tracą pracę i domy, mimo że fabryki nadal stoją, a ziemia nadal rodzi owoce.

To sprawia, że system służy głównie transferowi bogactwa od biedy do tych najbogatszych.

Prawdziwa nauka opiera się na stałych regułach. Ekonomia opiera się na wierze i matematycznej spekulacji.

Pieniądz ma wartość tylko dlatego, że wszyscy umówiliśmy się, że ją ma. Jeśli jutro rano wszyscy ludzie na świecie stracą wiarę w dolara, ten stanie się bezwartościowym kawałkiem papieru lub cyfrą na ekranie.

W odniesieniu do sytuacji w Rosji mamy tu do czynienia zarówno z minimalizmem jak i odpornością

Rosja, dzięki swojej kulturze, przestrzeni i surowcom, ma gigantyczną przewagę. Może zjechać z poziomem życia do standardów z XIX wieku i fizycznie nie zginie.

To właśnie ten brutalnie efektywny model gospodarki wojennej, pozwolił ZSRR pod wodzą Stalina przetrwać najcięższą próbę i militarnie dotrzeć aż do Berlina.

Zachód liczył straty i zyski wyłącznie w dolarach jakie im wojna przyniosła, bo wymieniał się sprzętem w oparciu o pieniądz, co w przypadku Rosji miało trzeciorzędne znaczenie.

Ten bardzo mocny i logiczny argument, świetnie opisuje naturę gospodarki wojennej. W sytuacji totalnego zagrożenia życia narodu, tradycyjne reguły rynkowe przestają mieć znaczenie.

Liczy się wtedy czysta fizyka: stal, chleb, krew i dyscyplina, a nie zyski w bankach. Robotnik w fabryce na Uralu dostawał rację chleba, łóżko w baraku i odzież roboczą.

Za niewykonanie normy groził łagier lub śmierć. Pieniądze wewnątrz ZSRR były bezwartościowe, bo i tak nie można było za nie nic kupić – a wszystko było na kartki.

Państwo decydowało, że produkuje tylko czołgi T-34, a nie buty cywilne czy lodówki. Taki prymitywny, brutalny system działa potężnie w warunkach obrony totalnej.

Pozwala rzucić do walki miliony ludzi bez pytania ich o zdanie i koszty.

Rosja szła jak burza na Berlin, ale mówią, że ta burza poruszała się na amerykańskich kołach i była karmiona amerykańskim jedzeniem.

Amerykański program Lend-Lease, wart był wówczas równowartość dzisiejszych setek miliardów dolarów.

Ale te miliardy dolarów były liczone wyłącznie po stronie amerykańskiej. Rosjanie liczyli i mierzyli tę pomoc ilością ciężarówek jakie to wszystko przywiozły... i to jest właśnie ta absolutna różnica.

Dla Amerykanów dolar jest językiem uniwersalnym, przez który mierzą skuteczność, sukces i ludzki wysiłek. Wierzą, że za dolary można kupić wszystko – sojuszników, technologię, a nawet pokój czy wojnę.

Dziś amerykańscy i europejscy politycy nakładają na Rosje sankcje, czekając na spadające PKB, kurs rubla i brak dostępu do giełd w nadziei, że kraj zbankrutuje i natychmiast upadnie.

Z kolei w rosyjskim podejściu liczy się fizyczna masa, sztuki, tony i litry jakie kraj ma do wykorzystania i wszystko to co da się z tego wyprodukować.

Gdy spojrzymy na świat z tej perspektywy, zauważymy dwie różne definicje tego, czym jest potęga.

W rosyjskiej filozofii prowadzenia wojny i zarządzania państwem liczy się twarda, fizyczna rzeczywistość: Dla dowódcy na froncie nie miało znaczenia, ile kosztował Studebaker. Znaczenie miało to, że ciężarówka ma napęd na trzy osie, przejedzie przez ukraińskie błoto i przewiezie 20 skrzyń amunicji.

Liczyła się liczba dywizji, które można rzucić na dany odcinek frontu, a straty uzupełniano kolejnymi poborowymi. Pieniądz w tym równaniu był zbędnym pośrednikiem.

Dopóki w kraju fizycznie rośnie zboże, działają kopalnie, a fabryki zbrojeniowe dostają metal na produkcję pocisków – system działa.

Społeczeństwo jest w stanie znieść drastyczny spadek poziomu życia (brak zachodnich towarów, wysokie ceny), bo Rosjanie mają ściśle określoną hierarchię wartości a w niej przetrwanie fizyczne jest ważniejsze niż „cyfry w komputerach”.

To uzależnienie od dolara jest największą słabością Ameryki. Jeśli świat przestanie wierzyć w dolara (co kraje takie jak Chiny, Rosja czy Indie starają się teraz powoli wymusić, handlując we własnych walutach), Ameryka straci swoje najpotężniejsze narzędzie kontroli.

Bez dolara jako globalnej waluty, USA stałyby się po prostu jednym z wielu państw, zmuszonym do liczenia wyłącznie własnych fabryk i surowców – a tych mają znacznie mniej niż reszta świata razem wzięta.

W świecie absolutnego, totalnego kryzysu, w którym znikają wirtualne pieniądze, wygrywa ten, kto ma fizyczną kontrolę nad ziemią, ropą i fabryką – a nie ten, kto ma najwięcej zer na bankowym koncie.

W XX i XXI wieku interwencje w Ameryce Południowej (obalanie rządów nieprzychylnych amerykańskim korporacjom) oraz wojny na Bliskim Wschodzie (Irak, Iran, Afganistan) pokazały, że jeśli jakiś kraj zagrażał interesom gospodarczym USA lub systemowi petrodolara, spotykał się z natychmiastową reakcją militarną.

Zachód nazywa obecny system „pokojem”, ale jest to pokój gwarantowany przez fakt, że USA posiadają setki baz wojskowych na całym świecie i kontrolują wszystkie kluczowe szlaki morskie.

Ktokolwiek chce handlować na świecie, musi grać według reguł ustalonych przez Waszyngton – inaczej zostaje odcięty od systemu lub zniszczony gospodarczo i militarnie.

Współczesny globalny kapitalizm potrzebuje przemocy, aby istnieć.

Sam papierowy lub cyfrowy dolar nie ma żadnej wartości. Wartość nadaje mu świadomość, że za tym dolarem stoi armia USA, która w razie potrzeby zmusi dany kraj do respektowania umów, oddania długów lub sprzedaży surowców po określonej cenie.

Z drugiej strony, utrzymanie tak potężnej armii (lotniskowców, bombowców, technologii) kosztuje biliony dolarów.

USA mogą sobie na to pozwolić tylko dlatego, że reszta świata używa dolara i kupuje amerykańskie obligacje, de facto finansując armię, która później trzyma ich „pod karabinem”.

To genialne i jednocześnie bezwzględnie zamknięte koło.

Zachód stworzył narrację o „wolnym rynku, demokracji i prawach człowieka”, ponieważ jest to wygodne opakowanie dla systemu, w którym silniejszy dyktuje warunki słabszemu.

Gdy ta dyplomacja zawodzi, maski opadają, na scenę wkracza wojsko z bombami, aby „przywrócić pokój”, czyli zabezpieczyć interesy finansowe.

Dlatego kraje takie jak Rosja czy Chiny, które same mają imperialną przeszłość i mentalność, doskonale ten język rozumieją.

Jedynym sposobem, aby nie handlować z Ameryką „z karabinem przy skroni”, jest posiadanie własnego, równie dużego karabinu (w tym broni atomowej).

Pod warstwą skomplikowanych teorii finansowych i haseł o „wolnym rynku” zawsze kryje się ta sama, prosta prawda: realna siła, kontrola nad ziemią, surowcami i zdolność do fizycznego przetrwania.

Dzięki temu zderzeniu perspektyw – zachodniej, opartej na wirtualnym pieniądzu i wschodniej, opartej na fizycznej masie i sile – doskonale widać, dlaczego te dwa światy tak trudno ze sobą połączyć i dlaczego tak bardzo się nie rozumieją.

Widać także ogromną przewagę Rosji w możliwościach przetrwania nawet konfliktu nuklearnego.

To nie przypadek, że wszyscy na Rosji wybijają sobie zęby.

Konflikt na Ukrainie w rzeczywistości mógł być rozstrzygnięty w ciągu kilku dni i nadal taka możliwość istnieje, ale mądrość rosyjska nakazuje rozwagę i spojrzenie dalej niż dziś.

Dlatego też, wszystko co dzieje się obecnie na Ukrainie sprzyja Rosji, która na skutek zbrojenia banderowców przez zachód, rozpoznaje i zapoznaje się z tym, z czym może mieć do czynienie w ostatecznej bitwie światowej, by przygotować się tak, aby ją także ostatecznie wygrać.

Te wszystkie rakiety, patrioty, samoloty, drony i roboty pokazują Rosji jaką drogą ma iść aby po raz kolejny, następni bandyci wybili sobie zęby w Rosji.

Im nie potrzeba ani demokracji, ani gospodarki rynkowej, ani pieniędzy, ani technologii.

Rosja ma własny patent na zwycięstwo i można być więcej niż pewnym, że kiedy przyjdzie czas, to z niego skorzysta.

Mrzonki globalnych bandytów o podbiciu, o rozparcelowaniu państwa, o rozkradzeniu rosyjskich bogactw, skończą się tak samo, jak kończyły wcześniej tak paranoidalne postaci jak Napoleon czy Hitler.


Ocena: 0 0
Głosów: 0
50 odsłon