ZALOGUJ SIE UKRYJ PANEL
logo
10 lipiec 2022

Wczoraj i Dziś


Tym razem
Antydotum podejrzało w sieci na "Niezależnej" artykuł Piotra Lisiewicza, który warto jest wziąć sobie do serca. Wraz z upływem czasu zmieniają się pokolenia a wraz z wymianą pokoleń, zwyczaje, wartości, wiedza, poglądy, wiara, przyzwyczajenia i nasza zdolność intelektualna jako gatunku Homo Sapiens.

Od kiedy tzw. "Nauka" zajęła się nami, coraz mniej człowiek przypomina człowieka, ponieważ na naszych oczach dokonuje się deewolucja rodzaju ludzkiego „Homo”.

Dziś nie tylko zmieniamy sobie płeć, ale na siłę odwracamy osiągnięcia ewolucji, w wyniku czego opuściliśmy już swój gatunek „Homo Sapiens”, opuściliśmy także swój rodzaj „Homo” i jak na razie pozostajemy jeszcze  w rodzinie człowiekowatych „Hominidae”.

Najbardziej skoplikowane cechy jakie nam jeszce pozostały to w miarę wyprostowana postawa ciała, szeroka miednica, wysklepiona stopa przystosowana do dwunożnego chodu (nadal bez przeciwstawnego palucha).

Wciąż jeszcze potrafimy wytwarzać narzędzia, jesteśmy wszystkożerni, co klasyfikuje nas jak na razie do pozostawania w rodzinie człowiekowatych.

Tymczasem w tak niedalekiej przeszłości, kiedy ludzkość klasyfikowana była jescze w granicach gatunku „Homo Sapiens”, ludzie żyli na dużo wyższym poziomie rozwoju, zarówno jednostkowego jaki społecznego.

Pielęgnowane było nie tylko swoje człowieczeństwo, ale także pamięć o przodkach. Wtedy potrafiliśmy wyciągać wnioski z historii a wartość życia nie ograniczała się do spożywania, wydalania i kopulacji.

Każdy naród dbał i pielęgnował swój sposób przeżywania życia a miłość do Ojczyzny i dbałość o integrację wspólnotową, była pryncypialnym obowiązkiem każdego, kto wchodził w skład takiej społeczności.

Przywołuję ten artykuł z "Niezależnej" dlatego, że jest on cenny pod każdym względem, w odniesieniu do tej wypaczonej rzeczywistości, która powoduje nie tylko globalne „ocipienie” ale rzeczywistą śmierć cywilizacji jaką do tej pory znała historia.

Najlepszym przykładem niech będzie tu ówczesna skandalistka Zofia Stryjeńska, której przejścia i meandry życia kierowały ją na różne ścieżki prowadzące do wieczności.

Może być ona przykładem po wieczne czasy tego, że Patriotyzm i Miłość do Ojczyzny nie wywodzą się z narzucanych trendów, ale z dziedzictwa jakie jest udziałem całego narodu i wszystkich jego pokoleń. 

Oto na powojennej emigracji Zofia Stryjeńska pisze tak o historii Polski:

Kraj bezkresny, bujny, mlekiem i miodem opływający, o przebogatych wartościach geologicznych, najżyźniejszej glebie, okrzyczany jako żebrak – fałszywie oświetlany jako pełen braków, nędzy i chaosu. A wystarczyło, żeby uwolnili go kiedykolwiek choćby na chwilę owi piastunowie krwawi, grabiący zboże, węgiel, bydło, owoce i ludzi łowiący w jasyr – owe wieczne Dżyngischany, sobie jedynie uzurpujące prawa do korzystania z czterech elementów – aby przepiękny wyzwolony od podłych harpii odżył momentalnie, zakwitnął dobrobytem nie tylko nie potrzebując pomocy w litościwych darach UNRRA i amerykańskich konserwach, ale sam stając się na nowo jak był dawniej, w epoce swych królów Piastów, spichrzem Europy, Kybelą, gdzie pije się nie kondensowane, ale prawdziwe, świeże mleko, je biały chlebuś z masłem, jaja nie w proszku, kotlety nie z puszek, owoce nie w pigułkach i dawkach”.

Stryjeńską można pod pewnymi względami uznać za feministkę: gdy studiowanie przez kobiety było mocno utrudnione, jako 20-latka ścięła włosy, zabrała paszport bratu i rozpoczęła studia na monachijskiej Akademii Sztuk Pięknych jako… Tadeusz Grzymała. Zdemaskowana i wyrzucona została po roku.

I to właśnie ona pisze także te słowa:


„Jest na naszym globie płynącym w przestworzu jedno miejsce promieniste – to kraj słowiański, wspaniały kraj słowiański – Polska. Kraj napadany od wieków przez zbrojnych bandytów, bezkarnie niszczycielsko eksploatowany, naród nieszczęśliwy w ciągłej okupacji zbrodniczo nękany, udręczony potwornie, lżony, w dodatku zniesławiony i spotwarzony przed amfiteatrem świata i wreszcie jeszcze wyszydzony – istny Chrystus wśród narodów”.

Naprzeciw dziedzictwa Zofii Stryjeńskiej stanęły współczesne feministki wypatroszone z wszelkiej cywilizowanej formy istnienia, bez żadnych oznak jakiegokolwiek człowieczeństwa.

Głoszone przez nie tezy są nie tylko niezrozumiałe dla nich samych, ale są beznadziejnym bełkotem samym w sobie, z którego nie sposób wyłowić cokowliek pożytecznego nawet dla tych otępiałych młodych pokoleń, które dziś tak licznie zapełniają polskie ulice, przy okazji jakiejkolweik lewackiej zadymy.

Problemem iście sanitarnym stało się to, że były one w stanie zainfekować każdą młodą osobę, która znalazła się w zasięgu ich rażenia.

Socjotechniki świetne, podłoże społeczne i tradycje żadne

Liderki wściekłych macic Lempart i Suchanow, ostatecznie nic nie osiągnęły. Ich sukcesy oparte były na doraźnych socjotechnikach i nie miały ani podstaw społecznych, ani historycznych ani tez kulturowych.

Marketingowym strzałem w dziesiątkę była zaledwie nazwa „Ogólnopolski Strajk Kobiet”.

Już samo wymienianie tej nazwy w relacjach z protestów powodowało wrażenie, że naprawdę na ulicach manifestują reprezentantki ogółu kobiet.

Protesty wpisały się idealnie w zjawiska, do których dochodzi obecnie w kulturze masowej, w szczególności w Internecie.

Młode manifestantki posługiwały się językiem Marty Linkiewicz, chwalącej się wszem i wobec uczestnictwem w uprawianiu seksu zbiorowego.

Przerywanie mszy świętych, atakowanie kościołów, wrzaski o tysiącu lat kościelnej ciemnoty – wszystko to nie ma nawet śladowego zakorzenienia tak w polskiej kulturze, jak i w naszym doświadczeniu zbiorowym.

Jeśli ktoś to robił, to okupanci. Ta „rewolucja” jest więc implementacją czegoś totalnie obcego. Owszem, wdzierającego się dynamicznie, ale w wyniku obecnych trendów wyłącznie zewnętrznych.

Wyobraźnię przedwojennych Polaków kształtowały natomiast kobiety doskonałe, jak generałowa Jadwiga Zamoyska, błogosławiona Natalia Tułasiewicz czy poetka Beata Obertyńska.

Ale też niespokojne duchy z warszawskich kabaretów i świata sztuki, jak wspomniana Stryjeńska, Ordonka czy Maria Modzelewska. Jakże inne od tych współczesnych karykatur.

A gdy Polska straciła wolność, zapanowała pomiędzy tymi środowiskami jedność. Bohaterstwo Ordonki, ratującej z Sowietów polskie osierocone dzieci, czy niezłomność Marii Modzelewskiej, wygłaszającej mocne manifesty przeciwko zniewoleniu przez komunistów polskiej kultury.

Tym, co neutralizuje próby wywołania przenoszonego z obcych światów konfliktu na polski Kościół-kobiety, jest niezwykła feminizacja polskiego Kościoła.

Nie tylko ta widoczna w Maryjnym Kulcie, składzie katolickich ruchów, czy większej obecności kobiet na mszach świętych. Przede wszystkim w nauczaniu Prymasa Tysiąclecia i Jana Pawła II.



Prymas Wyszyński mówił:

„Aspiracje społeczne współczesnych kobiet muszą być przez Kościół i przez duchowieństwo należycie rozumiane i doceniane. Ten problem nie może być przedmiotem żartów, dowcipów, jakiejś przewagi władczej instynktu męskiego”. (…) Ponure doświadczenia XX w. wymuszają zwiększenie znaczenia kobiet, bo wtedy „nieludzki świat stalowych potęg, zamieni się w ludzki świat otwartych ramion macierzyńskich”.

Jan Paweł II w liście do kobiet z 1995 r. mówił o „geniuszu kobiet”. Stwierdzał:

„Jesteśmy, niestety, spadkobiercami dziejów pełnych uwarunkowań, które… utrudniały życiową drogę kobiety, zapomnianej w swej godności, pomijanej i niedocenianej, nierzadko spychanej na margines (…)

I wymieniał role kobiety, za które należy się podziękowanie:

„Dziękujemy ci, kobieto-matko, która w swym łonie nosisz istotę ludzką w radości i trudzie jedynego doświadczenia, które sprawia, że stajesz się Bożym uśmiechem dla przychodzącego na świat dziecka, przewodniczką dla jego pierwszych kroków, oparciem w okresie dorastania i punktem odniesienia na dalszej drodze życia.

Dziękujemy ci, kobieto-małżonko, która nierozerwalnie łączysz swój los z losem męża, aby poprzez wzajemne obdarowywanie się służyć komunii i życiu.

Dziękujemy ci, kobieto-córko i kobieto-siostro, która wnosisz w dom rodzinny, a następnie w całe życie społeczne bogactwo twej wrażliwości, intuicji, ofiarności i stałości.

Dziękujemy ci, kobieto pracująca zawodowo, zaangażowana we wszystkich dziedzinach życia społecznego, gospodarczego, kulturalnego, artystycznego, politycznego, za niezastąpiony wkład, jaki wnosisz w kształtowanie kultury zdolnej połączyć rozum i uczucie, w życie zawsze otwarte na zmysł „tajemnicy”, w budowanie bardziej ludzkich struktur ekonomicznych i politycznych.

Dziękujemy ci, kobieto konsekrowana, która na wzór największej z kobiet, Matki Chrystusa — Słowa Wcielonego, otwierasz się ulegle i wiernie na miłość Bożą, pomagając Kościołowi i całej ludzkości dawać Bogu „oblubieńczą” odpowiedź, wyrażającą się w przedziwnej komunii, w jakiej Bóg pragnie pozostawać ze swoim stworzeniem”.

Do tego już komentarza nie trzeba. Trzeba się w to porządnie wczytać, wykuć na pamięć i przekazywać następnym pokoleniom Polaków, by Naród polski jako pierwszy wśród innych narodów świata, mógł zawrócić z drogi deewolucji i udać się z powrotem wprost do gatunku Homo Sapiens.


Ocena: 1 0
Głosów: 1
1248 odsłon